Ile zarabia fotograf? Fotografowanie to jedna trzecia zlecenia
Ile zarabia fotograf, gdy policzy cztery czasy zlecenia: zdjęcia, dojazd, selekcję i maile? Samo fotografowanie to jedna trzecia pracy.

Faktura wygląda rozsądnie, dopóki nie policzysz godzin. Cena powstaje według czasu na miejscu, bo to jedyna liczba, którą obie strony znają, zanim cokolwiek się wydarzy. Reszta godzin nie ma swojej rubryki ani na fakturze, ani w rozmowie o stawce – i właśnie dlatego wypada z rachunku.
Stawka za dzień zdjęciowy nie jest stawką za zlecenie. Jest stawką za jedną trzecią roboty.
Cztery czasy, których nie ma w wycenie
Kiedy ktoś pyta o cenę, liczy godziny na miejscu i na tym kończy. To wygodne pytanie, bo ma jedną odpowiedź. Do zlecenia wchodzą jeszcze trzy inne czasy, które rzadko trafiają na kalkulator w głowie, a mimo to zjadają wieczory tak samo jak zdjęcia zjadają dzień.
Dojazd w obie strony. Liczony w godzinach, nie w kilometrach – korki na trasie też są pracą, tylko nikt za nią osobno nie płaci.
Selekcja i obróbka. Od zgrania kart do wysyłki galerii, czyli wieczory, których na fakturze w ogóle nie widać.
Korespondencja. Maile przed zleceniem, oferta, umowa, faktura po. Pojedynczy mail trwa pięć minut. Razem to godziny, które gdzieś trzeba wliczyć.
Cztery czasy razem dają realny obraz zlecenia. Samo fotografowanie jest tylko jednym z nich.
Rachunek, który nie jest o konkretnym zleceniu
Sprawdziłem to na liczbach z testu własnego kalkulatora rentowności, nie na przykładzie realnego zlecenia. Wpisałem 2 000 zł na fakturze, 250 zł kosztów i 18 godzin łącznego czasu pracy.
Wynik: 97 zł na godzinę. Samo fotografowanie zajęło w tym przykładzie 33 procent całego czasu.
Te liczby pochodzą z ręcznej weryfikacji kalkulatora przeprowadzonej 3 września, nie z konkretnego zlecenia z mojej praktyki. Podaję je, bo pokazują mechanizm liczenia, a nie dlatego, że akurat tyle zarobiłem.
Kalkulator liczy netto, nie brutto. Przy kwocie brutto wynik byłby zawyżony o VAT – o pieniądze, które i tak nie zostają w kieszeni. Wliczanie ich do stawki byłoby oszukiwaniem samego siebie.
Udział fotografowania mówi więcej niż sama stawka
33 procent brzmi jak ciekawostka, dopóki nie zaczniesz z niej czegoś wyciągać. Ta liczba mówi, czy zlecenie da się skrócić, czy trzeba podnieść cenę.
Jeśli fotografowanie to jedna trzecia czasu, reszta gdzieś ucieka. I to tam jest miejsce na zmianę – nie w stawce za dzień, tylko w tym, co dzieje się poza samymi zdjęciami.
Ktoś, kto widzi tylko stawkę za godzinę na miejscu, dochodzi do wniosku, że trzeba podnieść cenę dnia zdjęciowego. Ktoś, kto widzi udział procentowy, dochodzi czasem do innego wniosku – że taniej wyjdzie skrócić dojazd albo przyspieszyć selekcję, niż straszyć klienta wyższą stawką.
Czego ten rachunek nie obejmuje
Sprzęt, ZUS, księgowa – w tym rachunku ich nie ma. Nie dlatego, że są nieważne. Dzielą się przez liczbę zleceń w całym roku, więc do jednego zlecenia nie da się ich uczciwie przypisać.
Wynik takiego rachunku jest więc lepszy niż prawda, nie gorszy. Jeśli już na tym poziomie stawka wygląda słabo, po doliczeniu kosztów stałych będzie słabsza.
Gdzie najczęściej da się urwać godziny
Selekcja. Zwłaszcza wtedy, gdy nie masz stałego punktu startu do obróbki i za każdym razem zaczynasz od zera, decydując, od czego w ogóle zacząć przeglądanie kart.
Stały punkt startu – te same wstępne ustawienia, ten sam porządek pracy – skraca ten czas bardziej niż jakakolwiek zmiana stawki. Reszta zlecenia jest w dużej mierze ustalona z góry: zdjęcia trwają tyle, ile trwają, dojazd zależy od trasy, korespondencja od tego, ile klient ma pytań. Selekcja jest jedynym z czterech czasów, który zależy głównie od porządku pracy, więc jedynym, którym da się realnie sterować.
Policz jedno zlecenie
Weź zlecenie z zeszłego miesiąca. To, które pamiętasz jako dobre, nie to najgorsze.
Policz cztery czasy, nie jeden: dojazd, zdjęcia, selekcję, korespondencję. Kalkulator rentowności zrobi to za ciebie w kilka minut – wpisujesz własne liczby, nic z nich nie zostaje zapisane nigdzie poza twoją przeglądarką.
Wynik może zaskoczyć. Sprawdź, zanim przyjmiesz kolejne zlecenie na tę samą stawkę co ostatnio.