Folder, w którym ginie retusz

Retusz się wykonał. Pliki leżą na dysku, galeria poszła do klienta. Mimo to w jego skrzynce wylądowała wersja sprzed retuszu.

Nic się nie zepsuło. Nie było błędu w programie ani awarii eksportu. Został tylko jeden ręczny krok, o którym nic nie przypomina – i który dlatego regularnie znika.

Zauważam to zwykle za późno, przy porządkowaniu katalogu z jakiejś starszej realizacji. Wtedy widać, że galeria poszła w jednej wersji, a na dysku obok siedzi druga, lepsza, o której nikt się nie dowiedział.

Cztery kroki od karty do galerii

Selekcja i obróbka dzieją się w Lightroomie, stamtąd idzie eksport do JPEG. Plik ląduje w folderze High-resolution wewnątrz katalogu realizacji – przy większych imprezach ten katalog dzieli się na części, każda ze swoim High-resolution. Im więcej takich podkatalogów, tym więcej miejsc, w których ten sam błąd może się powtórzyć.

Retusz robię wsadowo, w Photoshopie, wtyczką Retouch4me z panelu Batch Retouching. Wynik trafia do podfolderu retouched-N w środku tego samego High-resolution – retouched-1, a przy powtórzonym przebiegu retouched-2.

Stąd pliki po retuszu muszą wrócić do High-resolution i nadpisać eksport z Lightrooma. Podfolder ma zniknąć. Dopiero ten folder trafia do galerii i do archiwum.

Czwarty krok jest ręczny i dlatego znika

High-resolution ma być folderem roboczym z finalnymi plikami – jedną wersją każdego kadru, tą po retuszu, jeśli retusz był robiony. Nie trzymam dwóch wersji tego samego zdjęcia.

Nadpisanie z retouched-N z powrotem do High-resolution to jedyny krok w tej ścieżce, którego nic nie pilnuje. Nie ma okna z potwierdzeniem. Jest tylko wtedy, gdy się o nim pamięta.

Efekt jest zawsze ten sam. Podfolder zostaje na dysku, a do klienta idzie eksport sprzed retuszu. To nie jest kwestia staranności przy pracy – to kwestia tego, że proces kończy się formalnie już po trzecim kroku, a czwarty trzeba sobie dopowiedzieć samemu.

Trzy rzeczy, które wyglądają na błąd, a nie są

Retusz bywa niepełny i to jest normalne. Retouch4me pracuje na portretach – zdjęcia bez ludzi, czyli detale, branding, sala, do retuszu nie wchodzą. Folder z 388 plikami przy 416 oryginałach w katalogu nie jest błędem. To spodziewana różnica.

Przebieg wsadowy potrafi się też wysypać w połowie. Wtedy zostają dwa podfoldery: retouched-1 z garścią plików i retouched-2 z kompletem. Przy scalaniu wygrywa wyższy numer. Pliki, które są tylko w niższym, trzeba dopisać ręcznie – branie samego najwyższego folderu gubi część roboty.

Do tego nazwy plików w oryginale i po retuszu są identyczne. Wersję po retuszu poznaje się po nowszej dacie modyfikacji i zwykle mniejszym rozmiarze pliku, nie po nazwie.

Zanim skasujesz podfolder

Nadpisanie jest nieodwracalne. Podfolder retouched-N kasuję dopiero po sprawdzeniu, że plik w High-resolution ma ten sam rozmiar co plik źródłowy w podfolderze. Jeśli się zgadza, kopiowanie poszło do końca.

Dopiero wtedy podfolder może zniknąć bezpiecznie. Przed tym sprawdzeniem to wciąż jedyna kopia pliku, który faktycznie widział retusz.

Droplety przestały działać i nikt tego nie naprawił

Chciałbym, żeby ten krok robił się sam – żeby batch retuszu odpalał się automatycznie zaraz po eksporcie z Lightrooma. Kiedyś robiły to droplety Photoshopa.

Przestały działać po aktualizacji systemu macOS. Dziś panel Batch Retouching uruchamiam ręcznie, za każdym razem. Nie mam do tego rozwiązania i nie będę udawał, że mam – nie było jeszcze nawet podejścia do tego, jak to naprawić.

Druga rzecz, której też nie ma, to automatyczne scalanie retouched-N z powrotem do High-resolution po zakończeniu batcha. Gdyby to działało samo, czwarty krok przestałby zależeć od pamięci – a wtedy ten wpis nie miałby po co powstać.

Jeśli ostatnio wysłałeś galerię z retuszu, wejdź teraz do katalogu tej realizacji. Sprawdź, czy w High-resolution nie siedzi podfolder retouched-N, którego nie powinno tam już być.

Aktualizacje newslettera

Wpisz swój adres e-mail poniżej i zapisz się do naszego newslettera