Osiem rzeczy, które sprawdzam, zanim zamknę bagażnik

Najgorszy moment to nie ten, w którym czegoś brakuje. To ten, w którym wiozłeś ze sobą wszystko i tak i tak nie miałeś tego, co akurat było potrzebne.

Dwa statywy zamiast czterech, bo nikt się nie spodziewał ścianki sponsorskiej. Szary pasek przy czarnym garniturze. Rzeczy, które dało się sprawdzić dzień wcześniej, sprawdzone nie zostały.

Dlatego mam listę. Nie dla klienta – dla siebie. Sprawdzam ją sam, zanim jeszcze wyjdę z domu.

Osiem pozycji, jedno spojrzenie

Przed wyjściem sprawdzam wewnętrznie osiem rzeczy: typ wydarzenia, miejsce, godziny, zdjęcia grupowe i zdjęcia przy tle albo ściance. Do tego lampy, statywy i to, czy strój wymaga czarnych akcesoriów.

Jeśli którejś odpowiedzi brakuje, zaznaczam to sobie i lecę dalej. Lista nie czeka na komplet danych. Działa nawet z lukami, bo jej zadaniem jest przypomnieć, o czym trzeba pomyśleć, a nie wystawić certyfikat gotowości.

Każda z tych ośmiu pozycji przekłada się bezpośrednio na to, co ląduje w torbie. Typ wydarzenia mówi, czy w ogóle będzie potrzebne światło sztuczne. Miejsce i godziny mówią, ile ono musi wytrzymać.

Zdjęcia grupowe i zdjęcia przy tle albo ściance to na liście osobne pozycje, nie jedna wspólna kategoria „portrety”. Każda z nich inaczej ustawia pytanie o statywy i światło, więc warto je sprawdzać osobno, nawet jeśli w danym zleceniu wypadną tak samo.

Statywy według typu, nie według zapasu

W szafie stoją cztery statywy: dwa wysokie, głównie pod lampy, i dwa niskie, do tła i niższych ustawień. Ile z nich jedzie na konkretne zlecenie, zależy od tego, co tam się będzie działo.

Cały komplet zabieram rzadko. Zwykle wystarcza część z tych czterech, dobrana pod konkretne zlecenie, a nie automatycznie wszystko naraz.

Reportaż bez lamp – statywy opcjonalnie. Jedna lampa – minimum jeden wysoki.

Sala albo wieczorne wydarzenie z lampami – najlepiej oba wysokie. Tło, ścianka albo portrety – komplet: dwa niskie i dwa wysokie.

Cztery reguły, cztery różne obciążenia bagażnika. Żadna z nich nie zakłada „zabiorę wszystko na wszelki wypadek” – każda wynika wprost z tego, co w danym zleceniu faktycznie będzie się działo.

Reguła na te przypadki, gdy nie wiadomo

Czasem agenda nie mówi, czy będą zdjęcia grupowe, portrety albo dodatkowy setup. Wtedy działa osobna, piąta reguła: zabieram minimum dwa wysokie statywy i jeden niski.

Ta kombinacja ratuje najwięcej sytuacji właśnie wtedy, gdy z góry nie wiadomo, w którą stronę pójdzie wydarzenie. Niewiedza o programie nie jest powodem, żeby zostawić statyw w domu – jest powodem, żeby wziąć konkretny zestaw zapasowy, a nie przypadkowy.

Czarny pasek do czarnej koszuli

Jeśli pracuję w czarnej koszuli albo czarnym stroju, biorę czarny pasek do aparatu. Szary jest awaryjny – działa, ale przy czarnym stroju wygląda słabiej i rzuca się w oczy bardziej, niż powinien.

Fotograf ubrany na czarno cały wieczór, z jasnoszarym paskiem przez pierś, sam siebie robi bohaterem zdjęcia, którego nie chciał zrobić.

Czego ta lista nie jest

To nie są pytania do klienta. To lista, którą odhaczam sam, zanim wyjdę z domu.

Nie zadaję klientowi pytań sprzętowych, jeśli nie są niezbędne do realizacji, i nie dopisuję sprzętu do oferty. Pytanie o typ statywu albo o kolor paska, wysłane do organizatora, brzmi tak, jakby fotograf nie wiedział, co robi na własnym zleceniu. Ta wiedza jest moja, nie jego, i tam ma zostać.

To samo dotyczy tła, ścianki i portretów: nie zakładam, że będą potrzebne, jeśli nic w briefie na to nie wskazuje. Zgadywanie sprzętu w jedną stronę jest tak samo złe jak w drugą.

Osiem pozycji mieści się w jednym spojrzeniu na notatkę przy drzwiach. Gdyby było ich piętnaście, przestałbym je czytać.

Aktualizacje newslettera

Wpisz swój adres e-mail poniżej i zapisz się do naszego newslettera