Dwa body, żeby nie odkręcać szkła w środku panelu

Prelegent robi coś ciekawego dokładnie w tej sekundzie, w której trzymasz w dłoniach odkręcony obiektyw. Widzisz kadr. Nie masz do niego szkła.
Za trzy sekundy będzie po wszystkim. Szybsze ręce tego nie uratują. Ratuje tylko takie przygotowanie, przy którym ta sytuacja w ogóle się nie zdarza.
Dwa body, oba takie same
Na evencie noszę dwa body Sony A7 IV, oba takie same. Przy kolejnych wymianach sprzętu wolałem dobrać drugie identyczne niż jedno lepsze – żeby w trakcie zlecenia nie zastanawiać się, które ma inne ustawienia.
Drugie body jest jednocześnie zapasem. Jeśli jedno przestanie działać w połowie gali, nie ma rozmowy o tym, co teraz – drugie wisi na pasku.
Reszta to unikanie jednej czynności: zmiany obiektywu. Odkręcanie kosztuje kilka sekund, w których dzieje się zdjęcie, i niesie dwa ryzyka, których nie chcę na zleceniu – upuszczenie szkła i kurz na matrycy. W deszczu albo w zapyleniu to przestaje być teoria. Matrycę da się wyczyścić, tylko nie w połowie wydarzenia.
Dlatego jedno body ma szerszy zakres, drugie dłuższy.
Na jednym siedzi Sony FE 28-70 mm f/2.0 GM. To szkło na salę: publiczność, stoły, wszystko, co dzieje się blisko.
Na drugim Sony FE 70-200 mm f/2.8 GM II, które idzie na scenę i mównicę. Twarz prelegenta z piętnastego rzędu, gest, slajd za jego plecami.
Dwa body zamieniają pytanie „który obiektyw teraz” na pytanie „które body podnoszę”. To drugie rozstrzyga się w ułamek sekundy, bo obiektywy leżą przypięte, nie w torbie do przekopania.
Gdyby body było jedno, każda zmiana strefy – z sali na scenę i z powrotem – kosztowałaby kilka sekund odkręcania. Na evencie kilka sekund to czasem cały temat zdjęcia.
Bywa i tak, że dzielę je inaczej: jedno z lampą, gdzie mogę przymknąć przysłonę, drugie z jasną stałką – bez lampy, z mniejszym obiektywem. Kilka kadrów z błyskiem, potem przesiadka na ciche szkło i ludzie przestają zwracać na mnie uwagę. Wtedy portrety wychodzą inne.
Przy dużym tłoku bywa odwrotnie: jedno body zostaje odłożone, bo przeciskanie się z dwoma przeszkadza bardziej, niż pomaga.
Trzecie szkło do zupełnie innej roboty
Sigma 85 mm f/1.4 DG DN nie wchodzi na salę. Wchodzi w kuluarach, do portretów.
Rozmowa przy kawie, uścisk dłoni po prelekcji, moment, w którym ktoś nie pozuje, bo nie wie, że akurat go fotografujesz. Inny dystans, inne światło, inny cel kadru niż na sali głównej.
To szkło nie zastępuje żadnego z dwóch pozostałych i żadne z pozostałych nie zastąpi jego. Trzy strefy, trzy narzędzia – salę, scenę i kuluary rozdziela dystans: to, jak blisko stoisz od tego, co fotografujesz.
Cztery światła, bo jedno nie starcza na wszystko
W torbie jadą cztery źródła światła: Godox V1 Pro i AD200, Quadralite Reporter 200 PRO TTL i Quadralite Stroboss. Pojedyncza lampa ma jedną moc i jeden zasięg, a sala konferencyjna, wieczorna gala i portret w kuluarach oczekują od światła czegoś innego.
Zestaw ma odpowiadać na to, co faktycznie dzieje się na miejscu, a nie na jedno wyobrażenie, jak wydarzenie mogłoby wyglądać.
To, co wchodzi do zestawu rzadziej
Dron DJI Mini 4K ma sens tylko wtedy, gdy w zleceniu jest miejsce na ujęcie z góry. Latam nim tylko dlatego, że mam do niego licencję A1/A3 – bez papierów zostaje w domu, niezależnie od tego, jak dobre mogłoby wyjść ujęcie.
Mikrofon Comica VM30 to ten sam przypadek z drugiej strony. Wchodzi do torby, gdy w zakresie zlecenia pojawia się wideo. Poza tym nie ma po co go nosić.
Oba te elementy łączy jedno: nie jeżdżą domyślnie. Wchodzą do zestawu tylko wtedy, gdy zakres zlecenia realnie tego wymaga, nie dlatego, że akurat są pod ręką.
Czego w tym zestawie nie ma
Lista nieobecności mówi o warsztacie więcej niż lista sprzętu.
Nie ma trzeciego body w torbie – drugie jest jednocześnie zapasem. Nie ma osobnego obiektywu szerokokątnego poza tym, co i tak robi 28-70 mm. Nie ma nic do stabilizacji obrazu przy wideo, mimo że mikrofon jest na liście.
Każda z tych nieobecności to decyzja, nie przeoczenie. Dokładanie kolejnego elementu „na wszelki wypadek” nie zmniejsza ryzyka na sali – zwiększa czas, który schodzi na szukanie właściwej rzeczy w plecaku.
Zestaw ma jedno zadanie: żeby na sali nie trzeba było wybierać między dwoma dobrymi ujęciami, bo w dłoni zabrakło odpowiedniego szkła.