Sytuacja
Sala świeci na trzy kolory naraz
Scena na LED-ach, świetlówki nad widownią i żarówki w kuluarach. Trzy różne temperatury na jednej sali, a prelegent chodzi między nimi. Na podglądzie w aparacie wygląda to dobrze. Po zgraniu kart okazuje się, że każdy kadr trzeba poprawiać osobno.
Najgorzej wychodzą twarze. Czerwone i magentowe światło sceniczne podbija skórę tak, że balans bieli ustawiony na białą koszulę robi z ludzi różowe plamy. Poprawianie tego kadr po kadrze o drugiej w nocy to nie jest praca, to odrabianie strat.
Czego preset nie robi
Nie naprawia zdjęcia jednym kliknięciem. Żaden preset tego nie robi, a ten, który obiecuje, kłamie. Przy mieszanym świetle i tak trzeba dotknąć balansu bieli, bo każda sala świeci inaczej.
Robi coś węższego i pożyteczniejszego: daje ten sam punkt startu dla całej serii. Zamiast zaczynać każde zdjęcie od zerowania suwaków, zaczynasz od stanu, w którym skóra jest już wyprowadzona ze sceny, a kontrast nie zjada świateł z ekranu za prelegentem. Reszta to korekty, nie odbudowa.
Co jeszcze pomaga na tej samej sali
Zanim zaczniesz fotografować, zapytaj organizatora o kolor sceny i o to, czy wolno użyć lampy w trakcie prelekcji. Te dwa pytania zmieniają więcej niż jakikolwiek preset. Są w mojej liście pytań przed wydarzeniem, razem z czternastoma innymi.
Jeśli obróbka po evencie zjada ci noce, sprawdź też, ile ta noc naprawdę kosztuje. Do tego jest kalkulator rentowności zlecenia.
